Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okładki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okładki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 maja 2010

Cookbook

Na ostatnią chwilę (jak to zwykle u mnie) robiona okładka dla Mamy na Dzień Matki (trochę spóźniony). Postanowiłam spróbować czegoś innego niż zwykle, w sensie stylu i papierów. Wzięłam więc piknik praty z I Lowe Scrap, podejrzałam kilka prac Mumy i przystapiłam do wyzwania. Do moich inspiracji mi daleko, ale i tak jestem całkiem zadowolona - mogę na tę okładkę patrzeć, mimo że myślałam, że się w tym stylu nie znajdę (w sensie robienia, patrzeć na takie prace mogę godzinami) i że papiery mnie pokonają. A, no i okładka będzie na zeszyt z przepisami. Co w końcu widać po tytule ;)


PS. Po tylu przejściach moja maszyna wciąż jeszcze jest dla mnie zagadką. Nie chce się poddać i dzielnie walczy, żebym przypadiem nie odgadła, co robię źle. Na szczęście tym razem poczekała do ostatniego szwu więc mogłam jakoś tam dokończyć ręcznie ;)

poniedziałek, 8 marca 2010

Zaokładkowana

Ostatnie parę dni zaniedbałam internetowo, a dzisiaj nadrabiam. Nadrabiam też w nicnierobieniu i oglądaniu filmów, nie wspominając o jedzeniu. Kocham moje czterodniowe weekendy całym sercem, ot co! Moja ostatnia zajętość była spowodowana przygotowaniami do mojej pierwszej w życiu próby sprzedania moich wytworów. Wiązało się to z dwoma tygodniami pod znakiem drutów, dwoma dniami pod znakiem maszyny do szycia oraz paroma dniami nerwów ogólnych. Wczoraj na BazARTcie w Muza Art Cafe w Poznaniu można było zobaczyć i pomacać a nawet kupić parę rzeczy, które zostały stworzone moimi własnymi rękami. Okazało się, że bardziej niż wyroby papierowe ludzie lubią miękką i ciepłą wełnę - rękawiczki wzbudzały zdecydowanie większe zainteresowanie. Ale i tak jedne się ostały.


Okładki robiłam za to w twórczym ciągu, i sama nie mogę się nadziwić, że dałam radę zmajstrować ich aż sześć. Papiery z I Lowe Scrap po prostu same się scrapują chyba. Tu niestety popyt był troche mniejszy i większość zeszytów wróciła ze mną do domu. Zapewne pojawią się w jakiejś internetowej galerii kiedy w końcu zdecyduję się gdzieś zarejestrować, więc jeśli jakaś komuś wpadła w oko, to można czekać, a info na pewno się tu pokaże, kiedy będą już do dorwania ;) (wszystkie oprócz ostatniej, mojej ulubionej, zostały).






Produkcja seryjna miała ten plus, że mogłam na jeden dzień żyć w pokoju z podłogą zawaloną papierami, wstążkami i dziurkaczami różnego rodzaju. Dłużej bym już chyba nie mogła, więc chyba dane mi jest pracować zrywami. Trochę szkoda, ale taki urok małej przestrzeni mieszkalnej, kiedyś jak będę piękna bogata i mężata poproszę o scraproom z prawdziwego zdarzenia i całą szafę wełny. Tak właśnie!

wtorek, 5 stycznia 2010

No i po

Świętach, oczywiście. Powrót do rzeczywistości dość brutalny, mam 1,5 tygodnia na napisanie wstępu do pracy licencjackiej (tak to jest jak się wszystko zostawia na ostatnią chwilę) ale jeszcze mam nadzieję, że dam radę. Postanowienia, jak co roku, postanowione z nadzieją że tym razem o nich nie zapomnę. Część z nich jest też skrapowo-artystyczna, więc trzymajcie kciuki :D

A na razie prezent gwiazdkowy dla mojej mamy, podobno się spodobał, tak przynajmniej mama twierdzi (Ale czy by powiedziała, gdyby się jej nie podobał? Oto jest pytanie :D)

poniedziałek, 20 lipca 2009

Orientacyjnie

Odespana i najedzona po Jarocinie (o którym można poczytać tutaj) postanowiłam dodać nareszcie komplet, który powstał jako prezent dla mamy, po części na zamówienie. Komplet składa się, jak widać, z okładki na zeszyt i kartki. Zeszyt służyć ma do zapisywania relacji i nformacji na temat zawodów w jeździe rowerowej na orientację, a które moi rodzice w sezonie jeżdżą praktycznie co tydzień, dlatego też wykorzystałam do tworzenia kawałek mapy.


Kartka za to, razem z częścią koncepcyjną powstała w dosłownie 15 minut. I mimo wszystkich krzywizn i niedociągnięć, jestem z takiego wyniku w takim czasie całkiem zadowolona :D



PS. Jakoś mi kolory na zdjęciach blakną na tym blogspocie.

PS2. A to mam w uszach od soboty.

niedziela, 22 lutego 2009

Na zapiski senne

(Chyba) mogę już pokazać główny wytwór mojego ostatniego scrapowego dnia, jako że dzisiaj miał być wręczony jako prezent. Jest to, jak to ze mną często bywa, okładka 'marszowa', bo tę formę notesu polubiłam najbardziej. Celem, który chciałam osiągnąć przy tworzeniu tejże okładki była ogólna zwiewność i lekkość, i nawet nareszcie wyprawiłam się do apteki po gazę, z czego jestem niezmiernie uradowana, bo to bardzo wdzięczny materiał :) Z efektu jestem nawet zadowolona, mimo że po drodze zepsuła mi się maszyna xD Mam nadzieję, że gdzieś jeszcze są do dostania części do starych Łuczników. A teraz koniec gadania, pokazuję okładkę.

sobota, 20 grudnia 2008

Na nowy rok

Szycie okładek to zdecydowanie jedna z moich ulubionych scrapowych prac. Na zawsze wdzięczna będę Marszy, która zapoczątkowała to wszystko i podzieliła się z nami swoim sekretem ;) Jej okładki zawsze też są dla mnie dużą inspiracją.
Tę tworzyłam pod presją czasu (skończyłam ok. 1 w nocy) i zupełnie bez weny. Zdjęcia są jakie są z powodu marnego światła (pogoda się nawet załapała na zdjęcia, jak widać jest mało świątecznie...) ale za to zrobione cudownym aparatem mojego taty - jak dobrze być w domu :D

niedziela, 7 września 2008

Kiedy nie można a się chce

Wakacji powinnam już nie mieć, ale je sobie wbrew rozsądkowi robię. Weekend za to pod znakiem rodziny i rowerów - 60km to dla mnie, kompletnie bez kondycji, nie taka prosta sprawa :P Ale za to jaka potem satysfakcja, i jak piwo smakuje.

Trochę prac ostatnio powstało, jako że powinnam robić coś innego a wtedy wena zawsze przychodzi, nieproszona. Pierwszy jest walijski scrap z moim ulubionym zdjęciem z Aber. Jakoś ostatnio mam fazę na "płaskie" prace, zrobione prawie tylko z różnych papierów, i to głównie tych, co znalazły się przy okazji malowania mieszkania - jakiś starych gazet, zeszytów i kartonów. Tak jak właśnie tu, tylko papiero w kropki czysto scrapowy.



Zrobiłam też w końcu okładkę do której przymierzałam się od niepamiętamkiedy, na mój pamiętnik. Znów tylo papier, no i dumna jestem bo nawet równo mi wyszła ta okłądka w sensie szycia. Bez podszewki jest dużo prościej, i na pewno zrobię jeszcze duuużo okładek, bo efekt mi się strasznie podoba :D

I dzisiejsza kartka zrobiona w ramach cardlotka. A jako, że kartek robić nie umiem wcale wspomogłam się mapką z PageMaps. I nareszcie użyłam czegoś oprócz papierów! :DI to by było na tyle, bo teraz już naprawdę nie będę mogła mieć czasu na nic innego poza usilnymi staraniami mającymi na celu moje dalsze szczęśliwe życie w Poznaniu. Powrócę ze zdwojoną siłą w październiku, mam nadzieję!

niedziela, 13 kwietnia 2008

Szał scrapowania

Okej, do wczoraj nie wiedziałam co to znaczy mieć wenę na scrapowanie. Dosłownie od rana do wieczora siedziałam i scrapowałam, scrapowała, scrapowałam. W wyniku tego wszystkie twory które pokażę dzisiaj zostały zrobione w jeden dzień :D No dobra, kartka w większości powstała w piątek wieczorem, ale wykańczana była w sobotę rano. A potem to już tylko kończyłam jedno, brałam się na następne, z przerwą na obiad i jeden odcinek Muminków. No ale do rzeczy. Zaczęło się od tego, że mama zamówiła kartkę na 80te urodziny cioci, brzmiało ono mniej więcej tak:
"Zrób jakąś kartkę bo wiesz, ja idę na tą imprezę za tydzień. No, napisz coś, 'sto lat' może. A nie, sto to za mało, napisz 'wszystkiego najlepszego'. I zrób tak, żeby ta 80tka gdzieś tam była. I nie w jakiś pogrzebowych kolorach, wesoła ma być.' A ja jakoś tak błyskawicznie po rozmowie wzięłam papiery i zrobiłam.
Jak ja nie lubię robić kartek! I w tej wciąż mi coś nie pasuje... Zobaczymy czy mama ją zaakceptuje. A kiedy ją już skończyłam rano, to już było tylko 'co by tu jeszcze zrobić?' i choć mam jeszcze jedno zamówienie i muszę zrobić wędrowniczka, oczywiście nie zabrałam się za to co powinnam. Zrobiłam za to magnes na lodówkę dla mamy.
(Magnes prezentuje Miś Teodor, kiedyś Jaszmurce obiecałam, że go pokażę, więc oto jest :D Spisał się na medal ;]) a także obscrapowałam zeszyt na moją bzdurną pisaninę wykorzystując prezent od Ewy który leżał i czekał na swój dzień chwały ;)No i nareszcie zabrałam się za segregator na przepisy który miałam w planach od dwóch tygodni. To kończyłam już po nocy, ale jestem z niego najbardziej chyba zadowolona.A z tyłu ma sentencję, która bardzo mi się spodobała ;)
I to jz było ostatnie moje sobotnie dzieło, jako że noc zapadła i trzeba było iść spać. I tak pobiłam wszystkie swoje rekordy ;) Przy okazji mogę jeszcze ujawnić jak wygląda mój warsztat pracy.

Zdjęcie robione pomiędzy dwoma pracami, dlatego brakuje porozwalanych papierów, kwiatków i ścinków :D A tutaj moje materiały, kiedy nie scrapuję mieszkają pod łóżkiem :)No i to by było na tyle :D Troche tego naprodukowałam.
Aloha!

piątek, 21 marca 2008

Przedświąteczne prezentowanie

Kuzynka moja Ami pomysły ma genialne. Jakiś tydzień temu wymyśliła, że jako Loża Szyderców powinnyśmy zrobić sobie nawzajem przedświąteczne prezenty, każdy w tak jakby dwóch częściach - coś zrobionego i coś kupionego. W związku z tym poniedziałkowy wieczór spędziłam na dłubaniu moich prezentów na ostatnią chwilę oczywiście (bo przecież cały weekend miałam wolny, ale nieee, ja musiałam czekać do poniedziałku z robieniem), a we wtorek spotkałyśmy się w cudownej knajpie IT na karaoke i wymienienie się tymi prezentami. Ogólnie spodobało nam się tak bardzo, że postanowiłyśmy uczynić z tego naszą małą świecką tradycje, i teraz tylko świąt nam się wydaje jakoś za mało i wymyślamy własne :P A to dostałam od moich kochanych współczłonkiń:
To coś kolorowego w tle to dmuchana piłka od Ami, a Pompon nazywa się Mietek i jest rewelacyjny. Patrzcie, jak tęsknie patrzył na moje piwoA co do prezentów ode mnie dla nich, oto dziewczyny prezentujące broń dalekiego rażenia którą sterroryzowały cały IT :PA zrobiłam im notesy, a raczej zeszyty na zapisywanie różnych bzdur. W sensie kupiłam zeszyty i okleiłam okładkę ;) Nie jestem jakoś super zadowolona z tych okładek, ale czas gonił itepe, bardziej się męczyłam nad tą fioletową co jest dziwne bo fiolet przecież kocham. No, ale same oceńcie:

Poza tym to śnieg pada od rana jak jaki głupi i już w sumie nie wiem, czy nie powinniśmy zamiast mazurków piec piernika i zamiast kiełbasy ryby xD Temu komuś, kto zamawiał białe święta trochę się pokręciło. A ja pamiętam jak na śmingus-dyngus biegałam w krótkim rękawku i cała przemoczona i tak było ciepło. Ech, co za czasy, co za czasy, nawet święta już nie są takie same... ;p

poniedziałek, 4 lutego 2008

F:O3; Starcie z okładką wg. Marszy


Forum scrappassion jest istną kopalnią świetnych pomysłów. Ferii mi niestety nie starczy, żeby wypróbować wszystkie, ale za te które podobają mi się najbardziej już się wzięłam. Na pierwszy ogień poszła szyta okładka wg. kursu Marszy. Jako, że moja znajomość z maszyną do szycia jest jeszcze bardzo świeża to szycie całej okładki z podszewką (!) było dla mnie nie lada wyzwaniem. Zaczęło się od przekopywania szaf w domu w poszukiwaniu materiału. Udało mi się nawet znaleźć kanwę, gorzej było z podszewką. Rozwiązaniem okazały się stare spodnie mojej mamy (swoją drogą nie wiem jak mogła nosić coś takiego :D) które były wykonane z podszewkopodobnego materiału. Latając w tą i z powrotem między komputerem a maszyną powoli tworzyłam, i nawet nieźle mi szło. Okładki oscrapowane, przyklejone, przeszyte, podszewka przyszyta, tu naciąć, tu doszyć, po prostu zadziwiona byłam że nie napotykam żadnych problemów. No i doigrałam się. Kiedy doszło do finalnego przewracania wszystkiego na prawą stronę napotkałam barierę nie do przejścia. Wyginałam biedny karton na wszystkie strony a on za nic nie chciał wyjść na zewnątrz. Siłowałam się z nim 10 minut, aż w końcu zrezygnowana sięgnęłam po nożyczki. Przecięłam szwy prawie do połowy zanim okładka w końcu dała się wydobyć na wierzch. Wykończenie robiłam już ręcznie, niepewna tego czy efekt będzie zadowalający. Jednak kiedy wszystko doszyłam i założyłam powstałą okładkę na notes nie mogłam powstrzymać uczucia dumy z samej siebie - dałam radę! Pierwsza bitwa, po kryzysie, była wygrana. Teraz nie zostało mi nic tylko szykować broń i ruszać na następną z nadzieją na wygranie całej wojny i uszycie perfekcyjnej okładki :D

Dzisiaj zaś wyprowadziłam mój notesik na spacer: