Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 maja 2010

Something about me

Flickrowa zabawa w obrazkowanie na swój temat bardzo przypadła mi do gustu ;) Lubię takie składanki. A więc tu moja.

1. What is your first name? (Joanna)
2. What is your favorite food? (chicken)
3. What high school did you go to? (Zlotow)
4. What is your favorite color? (violet)
5. Who is your celebrity crush? (James McAvoy)
6. Favorite drink? (coffee)
7. Dream vacation? (Paris)
8. Favorite dessert? (chocolate brownie)
9. What you want to be when you grow up? (writer)
10. What do you love most in life? (freedom)
11. One Word to describe you. (contradictory)12. Your flickr name (RossieCotton) (nothing popped up. sad : ( )

A tak poza tym to może to nic specjalnego, ale tak wyszły zaproszenia które taśmowo cięłam i kleiłam ostatnio. Robione na wzór jakiś znalezionych w internecie przez narzeczoną mojego brata ;)


A poza tym dalej tak samo.

wtorek, 8 września 2009

Candy i zdjęcia jako bonus

Głównym celem notki jest ogłoszenie wszem i wobec, że biorę udział w materiałowo-scrapowym candy u Gatto-Pazzo. Problem w tym, że ja nie lubię wstawiać takich 'pustych' notek, w których niczego ode mnie nie pokazuję. Scrapowych rzeczy niestety brak, nowej muzyki nie odkrywam (ale za to byłam na koncercie Rise Against <3), w związku z tym zostaje mi pochwalenie się paroma z tych bardziej udanych prób, które podjęłam tego lata w kierunku rozwoju fotograficznego. A dokładnie to zaczęłam fotografować ludzi zamiast roślinki. Wyniki są różne, raz lepsze, raz gorsze, ale udało mi się kilka ujęć, z których jestem naprawdę zadowolona i nimi chciałabym się tu przed Wami pochwalić ;)



(modelka - Paulina)




(modelka - Karolina)

Pozdrawiam i obiecuję, że niedługo postaram się zrękodzielić coś do pokazania! :)

sobota, 13 czerwca 2009

Ze skrapowych zaświatów

Dawno mnie tu nie było, zapewne dlatego, że też z tworzeniem czegokolwiek u mnie kiepsko, weny brak, a kiedy są pomysły to nie ma chęci i energii. Baza i zdjęcia na jeden album leżą nie ruszone, nadchodzące zobowiązania które nałożyłam sama sobie niebezpiecznie się zbliżają a ja przez większość czasu nie robię nic. Ale, jako że sesja egzaminacyjna rozpoczęła się tydzień temu, nicnierobienie pociąga za sobą poczucie winy, więc trzeba wymyślać sobie zajęcia. Ja wykorzystałam dwa wolne dni na wpisanie się do wędrujących poznańskich albumów i nareszcie wyrobiłam się na odpowiedni termin ;)

Album pierwszy, którego temat to Urokliwe miejsce
Oraz drugi, którego, podobny w sumie, temat to Moje miejsce, mój czas

A z informacji innych, to od środy mieszka z nami nowy lokator, ma na imię Maksymilian i właśnie śpi w mojej pościeli.
Oraz wciąż częściej bywam na blogu fotograficznym.

sobota, 11 kwietnia 2009

wtorek, 4 listopada 2008

Się chwalę, a co.

Muszę się pochwalić, bo dostałam dzisiaj pierwszą w mym życiu kartkę urodzinową od koleżanki scraperki zrobioną przez nią własnoręcznie. Biorąc pod uwagę to, iż wieczór nie za dobry, musiałam napisać pięćsetsłowny esej, nagle znienacka uczuliłam się na mój ulubiony fioletowy cień do powiek i wyglądam jak czerwonooki królik a jutro na wcześnie zajęcia, kartka ta była promyczkiem słońca który przebił się przez ciemne chmury nad mą głową :D Dziękuję Ci, Coco za ten promyczek :)
Poza tym to nareszcie pogodziłam się z moim laptopem (okazało się że to antywirus był tym czymś czego jego organizm nie tolerował) i mogę nareszcie normalnie obrabiać i dodawać zdjęcia. Stąd też jest już na Picasie pierwsza część moich jesiennych pstrykanek.

sobota, 1 listopada 2008

Album "babciowy" i jesień w obiektywie

Dawno nic scrapowego nie pokazywałam, po części przez to, że mój sprzęt (laptop i aparat) najwyraźniej mnie nie lubi. Zdjęcie jednej kartki mam na analogu, a dzisiaj przedstawiam moją największą dotychczasową pracę - album dla babci na jej 70te urodziny. Robił się na dwie raty, druga trwała dobrych parę godzin i skończyła się ok. godziny 2 w nocy.
Album mały, 15x15cm. Wszystkiego nie pokazuję, takie tam wybrane strony.



Zdjęcia robione na szybko i na dodatek nie mam fotoszopa, żeby je pokadrować/popoprawiać, więc wybaczcie, proszę.

A dzisiaj wybrałam się z rodzicami na stary żydowski cmentarz który mamy tu w okolicy.

I nareszcie porobiłam typowo jesienne zdjęcia. Biorąc też przykład z Eight i Flory zapolowałam na moje ukochane bokehy (tak ukochane, że czasem robię zdjęcia składające się tylko z bokehu, z czego śmieją się moi rodzice) i nawet tym razem grzecznie korzystając z IXUSa mamy, nie próbując zabrać tacie jego trzystapięćdziesiątDe.

Dla zainteresowanych - więcej moich jesiennych zdjęć zapewne będzie na mojej Picasie jeśli pogodzę się z moim laptopem. Adres gdzieś tu zamieszczę ;)

niedziela, 10 sierpnia 2008

Aberystwyth, Cymru





Zdjęcia mówią same za siebie. Jestem w Walii, uczę się walijskiego, jest tu pieknie, nie chce się wracać. Dwa tygodnie minęły, przede mną jeszcze dwa, a ja tak dawno nie byłam na wakacjach za granicą że mam ochotę zostać tu na zawsze i żyć z owcami.
Oświadczam oficjalnie, że kocham Walię i na pewno jeszcze tu wrócę.

Dw i'n caru Cymru a dw i ddim eisiau ei gadael e. Mae Cymru yn wlad hardd iawn. Mae Cymraeg yn iath ardderchog a diddorol iawn. Cymru yw'r gorau!

środa, 23 lipca 2008

Jarocińsko i zaraz po.

Powróciłam, umyłam się, wyspałam, przybywam by podzielić się wrażeniami. Dokładne opisanie wszystkiego zajęło mi 7 stron pamiętnika, więc tu skrótowo, tylko najważniejsze punkty.

Dzień 1
w roli głównej moje obcierające trampki i dwa ogony z arafatek (nareszcie kupiłam sobie moją wymarzoną zieloną ^^)
Koncerty:
Koniec Świata - energia i pozytyw, jak to zawsze z nimi, szkoda tylko, że tak krótko.
Waglewscy - opłacało się zajmować miejsce tuż za barierką :D Koncert dali rewelacyjny, na żywo jeszcze lepsi, Waglewski jest mistrzem gitary i przesympatycznym człowiekiem ("Instrumenty przedmuchiwane przedmuchowywuje dla was..."), a Fisz... <3 style="font-weight: bold;">Renata Przemyk - wymiotła. Ja wiedziałam, że ona ma kawał głosu, ale na żywo po prostu wgniata w ziemię. Zero, Zona, no i Kochana...

Dzień 2
w roli głównej moje nowe japonki które kupiłam, bo trampki mnie obcierały i malowałam paznokcie na rynku w Jarocinie, bo przecież z takimi obdartymi chodzić nie mogę. I mega bańki kupione w Rossmanie. To już jest uzależnienie, uzależniłam się od baniek. No i Jezus Z Wuefu, który przywędrował do nas, pogadał i nawet poszedł z nami na koncerty. A w przerwie kiedy kupowałam kukurydzę znalazłam na ziemi 20zł, ja szczęściara ja :D
Koncerty:
CKOD - trochę zawód, Vavamuffin - bauns ale bez sensacji i Lao Che - muszę w końcu przesłuchać ich płyty xD
Peter Murphy - świetnie skomponował się z ulewą która wcale nas nie wygoniła nigdzie
Strachy Na Lachy - świetnie przygotowany, świetny muzycznie koncert, myślałam szczerze mówiąc że program Zakazane piosenki nie trafi do mnie aż tak bardzo, ale spodobał mi się strasznie. Przeskakałam cały koncert, szczególnie na zagranym dwa razy Idzie wojna Siekiery, za pierwszym razem śpiewanym przez Renatę. No i Grabaż i Lo lowe. Po prostu.

Dzień 3
w roli głównej ogólne zmęczenie, przeciekający namiot (mi padało na głowę, Alex na nogi), spóźniłyśmy się na pierwszy z filmów wyświetlanych z okazji festiwalu, ale na szczęście zdążyłyśmy na ten na którym zależało mi najbardziej - Control. I miałam rację, że mi zależało, bo film ma niesamowity klimat, końcówkę już oglądałam wciśnięta w fotel. Cudowne ujęcia, i nawet niektóre utwory Joy Division spodobały mi się. No i gra aktorska, brawa dla pana grającego Iana.
Koncerty:
Muchy - nasz kochany poznański zespół, i mimo, że pan Wiraszko głos tracił, to dał radę a ja stojąc pod barierką miałam świetny widok na pana klawiszowca który fajnym był :D No i samoloty z papieru i ukochana Galanteria.
The Subways - poszłysmy, bo Alex powiedziała, że oni młodzi rockowcy i że fajni. I bardzo dobrze zrobiłyśmy, bo dali niesamowicie energetyczny koncert, poderwali publiczność, wokalista skakał po scenie a także pod i ponad nią, krzyczał Jarocin go crazyyy! i razem z Alex szalałyśmy, skakałyśmy i wrzeszczałyśmy razem ze wszystkimi be my rock and roll queen!
Kult - nareszcie. Na koncert Kultu chciałam iść odkąd pamiętam ale nigdy sie jakoś nie złożyło. Może to i dobrze, że to na Jarocinie ich usłyszałam, bo zagrali wszystko to, co zagrać mieli, i Lewe lewe loff, Baranka, Celinę, Wódkę... no i Polska na bis.

I koniec. Jestem zwierzęciem festiwalowym i kocham ten klimat.
My i nasze bańki.

My z Jezusem Z Wuefu i jego koleżanką przed naszym cudownym przeciekającym namiotem :D

No i najważniejsze punkty i tak zajęły mi sporo miejsca :D
Na koniec jeszcze trochę na scrapowo, ramki dwie które wyprodukowałam dziś na imieniny mamowe i babciowe, pod hasłem family memories. Enjoy.

piątek, 25 kwietnia 2008

Wiosenne niusy

W związku z wiosną która w końcu przyszła i się wpycha wszędzie przez pootwierane okna i świeci słońcem prosto w twarz a także w związku z tym, że przedwczoraj byłam na koncercie (tu można przeczytać jakim i oh jak było cudownie), z tym, że dzisiaj jadę do domu najeść się i wyspać, a także w związku z moim dziwnym i troszkę niepewnym w pozytywny sposób stanem ducha, w związku z tym wszystkim dobrze jest. Oj, wiosna jest fajna, jak to Aleksandra napisała na kartce która wisi na tablicy korkowej w kuchni. W piecu muffinki, a za oknem przekwitająca już forsycja. Oh eh i fonetyka.
Ale dośc tego miauczenia o wiośnie, bo musze pokazać wreszcie skończony album wędrujący. Nieskromnie powiem, że ze strony z wierszem to dumna jestem, o.

No i mój wpis:

Zrobiłam też dwie kartki (co to się ze mną dzieje) jedną do wysłania a drugą na zamówienie. Ta druga, w związku z tym, ze była robiona dzisiaj wyszła mi do bólu wręcz wiosenna, ale mam nadzieję, że skarg nie będzie :P



A w środę Stefan porobił mi i Alex fajne zdjęcia na starym peronie. Lubię zdjęcia robione przez Stefana, czasami wyglądam na niach prawie dobrze :D

A w Poznaniu w międzyczasie spadł deszcz i pachnie tak pięknie że mogłabym się upić tym powietrzem. Teraz, zaraz i już.
I pojechałabym nad jezioro Rusałka.

Pozdrawiam wiosennie i zielono ;)

piątek, 21 marca 2008

Przedświąteczne prezentowanie

Kuzynka moja Ami pomysły ma genialne. Jakiś tydzień temu wymyśliła, że jako Loża Szyderców powinnyśmy zrobić sobie nawzajem przedświąteczne prezenty, każdy w tak jakby dwóch częściach - coś zrobionego i coś kupionego. W związku z tym poniedziałkowy wieczór spędziłam na dłubaniu moich prezentów na ostatnią chwilę oczywiście (bo przecież cały weekend miałam wolny, ale nieee, ja musiałam czekać do poniedziałku z robieniem), a we wtorek spotkałyśmy się w cudownej knajpie IT na karaoke i wymienienie się tymi prezentami. Ogólnie spodobało nam się tak bardzo, że postanowiłyśmy uczynić z tego naszą małą świecką tradycje, i teraz tylko świąt nam się wydaje jakoś za mało i wymyślamy własne :P A to dostałam od moich kochanych współczłonkiń:
To coś kolorowego w tle to dmuchana piłka od Ami, a Pompon nazywa się Mietek i jest rewelacyjny. Patrzcie, jak tęsknie patrzył na moje piwoA co do prezentów ode mnie dla nich, oto dziewczyny prezentujące broń dalekiego rażenia którą sterroryzowały cały IT :PA zrobiłam im notesy, a raczej zeszyty na zapisywanie różnych bzdur. W sensie kupiłam zeszyty i okleiłam okładkę ;) Nie jestem jakoś super zadowolona z tych okładek, ale czas gonił itepe, bardziej się męczyłam nad tą fioletową co jest dziwne bo fiolet przecież kocham. No, ale same oceńcie:

Poza tym to śnieg pada od rana jak jaki głupi i już w sumie nie wiem, czy nie powinniśmy zamiast mazurków piec piernika i zamiast kiełbasy ryby xD Temu komuś, kto zamawiał białe święta trochę się pokręciło. A ja pamiętam jak na śmingus-dyngus biegałam w krótkim rękawku i cała przemoczona i tak było ciepło. Ech, co za czasy, co za czasy, nawet święta już nie są takie same... ;p