środa, 16 lipca 2008

Unfair

Kolejna praca zrobiona nie wiem po co i dlaczego, która zapewne wyląduje gdzieś na dnie szuflady.
Do zescrapowania tego tekstu przymierzałam się od dwóch tygodni i miałam kilka koncepcji, aż w końcu dzisiaj siadłam i zrobiłam.

When you give your heart
and the one you give it to
just goes and tears it all apart
You wish you didn't care
but all you do is care too much

Piosenkę śpiewa Josh Kelley, ale do pracy grał mi Manchester, jakoś bardziej pasował klimatem. Bazą jest szara koperta a z typowo scrapowych materiałów użyłam tylko stempla. No i wstążki. Wszystko co jest krzywe tak właśnie miało być.

A jutro już wyruszam w drogę do Jarocina taplać się w całym oceanie muzyki przez 3 dni. Módlcie się, żeby tylko nie padało!

sobota, 12 lipca 2008

Na szybko

Bo choć teoretycznie mam mnóstwo czasu, to jakoś i tak go za mało. Za mało mam czasu na lenienie się z książką (słabe tempo czytania Wiedźmina o tym świadczy), za mało na oglądanie filmów, za mało na bycie samą, ale co tam eh tam nie ma co się rozwodzić, co nie? Więc dzisiaj dwie prace robione na szybko, 'na kolanie', z tych niewielu materiałów które wrzuciłam do plecaka pospiesznie opuszczając Poznań.

Pierwsza to scrapowa oprawa mego hymnu, piosenki Soco Amaretto Lime zespołu Brand New. Jedyne co tu jest ciekawe to to, że w pracy tej nie ma ani kropelki kleju, bo po prostu zapomniałam go wziąć (lol) a kiosk był już zamknięty, a ja nie lubię zostawiać zaczętej pracy. Więc wszystko trzyma się na szyciach.
A druga to kartka urodzinowa dla mamy, robiona w ogóle już w warunkach ekstremalnych, bo w domu malowanie, cały mój dobytek w kartonach a ja tu kleję, a pan malarz się zachwyca, że teraz to już rzadko kiedy można spotkać dziewczynę co coś na maszynie szyje. Nawet jeśli to papier.
Inspirowana oczywiście kartkami Mirabeel.

To by było na tyle, bom nie w humorze. Idę obejrzeć 27 dresses.

sobota, 28 czerwca 2008

Wakacje.

No to będę grzeczna. Nie wiadomo jak i kiedy minął czerwiec, z przepisowymi burzami i całkowitym brakiem weny. Do nauki także, ale na szczęście sesję udało się jakoś przetrwać bez większych porażek na polu bitwy (co nie znaczy, że bez żadnych. No ale student bez poprawki to jak... eee... jak sama nie wiem co bez czegoś). Zdałam kobylasty egzamin, który jest legendą mego wydziału, więc chyba sama jestem legendą razem z moimi fellow students. A aktualnie przybyłam do domu i mam zamiar długo i dokładnie robić Nic. Od tego w końcu są wakacje, co nie?

A scrapowo bida z nędzą (bez bakalii) bo weny jak nie było tak nie ma, i robie tylko to co muszę. Czyli głównie wpisy do wędrowników, których i tak pokazać nie mogę. Ale zorientowałam się, że nie było tu jeszcze mojego dniomatkowego wordbooka (nie było dzięki mojemu cudnemu laptopowi, który teraz już w ogóle zaprotestował i chyba przestanę go lubić. Ale wokół mnie jakoś ostatnio wszystko się psuje albo jest psute, no wszystko, including myself) więc wordbooka pokażę, choć to nic specjalnego. Ale niech no będzie. A kiedy się porządnie wyśpię może napiszę coś jeszcze.


Przepraszam że zdjęcia takie se, ale ten komputer nie jest w stanie uciągnąć fotoszopa i nie mogę pokadrować. Poza tym pada, akurat teraz kiedy ja przyjechałam na wakacje i chciałam leżeć na słońcu z książką całymi dniami.

PS. Przepraszam też za te angielskie wtrącenia, ale studia wgryzły mi się w musk i nie umiem inaczej.

środa, 28 maja 2008

Newyddion

Na żądanie niektórych (paluchem pokazuję na Jasz) daję znak, że żyję. Tylko, że wena uciekła gdzieś za góry lasy i nie chce wrócić, a ja nawet siły nie mam jej szukać za bardzo. W ten miesiąc stworzyłam coś wprawdzie, ale tylko dlatego, że w pewnym sensie musiałam. Czyli w pewnym sensie coś jakby twórczy kryzys czy coś. I zapewne tak to jeszze potrwa, bo sesja zbliża się i zbliża a mi wciąż nie wychodzi nauka za bardzo.
Jak na razie poprawiam sobie humor Leibniz Minis Choco, izraelickimi konwersacjami oraz energetyczną muzyką. Świat jest niesprawiedliwy, akacja pachnie, Aleksandra przewraca się na ulicy Powstańców Wielkopolski(ch) a ja puszczam bańki. Jestem światowa i twp, twp iawn.

piątek, 25 kwietnia 2008

Wiosenne niusy

W związku z wiosną która w końcu przyszła i się wpycha wszędzie przez pootwierane okna i świeci słońcem prosto w twarz a także w związku z tym, że przedwczoraj byłam na koncercie (tu można przeczytać jakim i oh jak było cudownie), z tym, że dzisiaj jadę do domu najeść się i wyspać, a także w związku z moim dziwnym i troszkę niepewnym w pozytywny sposób stanem ducha, w związku z tym wszystkim dobrze jest. Oj, wiosna jest fajna, jak to Aleksandra napisała na kartce która wisi na tablicy korkowej w kuchni. W piecu muffinki, a za oknem przekwitająca już forsycja. Oh eh i fonetyka.
Ale dośc tego miauczenia o wiośnie, bo musze pokazać wreszcie skończony album wędrujący. Nieskromnie powiem, że ze strony z wierszem to dumna jestem, o.

No i mój wpis:

Zrobiłam też dwie kartki (co to się ze mną dzieje) jedną do wysłania a drugą na zamówienie. Ta druga, w związku z tym, ze była robiona dzisiaj wyszła mi do bólu wręcz wiosenna, ale mam nadzieję, że skarg nie będzie :P



A w środę Stefan porobił mi i Alex fajne zdjęcia na starym peronie. Lubię zdjęcia robione przez Stefana, czasami wyglądam na niach prawie dobrze :D

A w Poznaniu w międzyczasie spadł deszcz i pachnie tak pięknie że mogłabym się upić tym powietrzem. Teraz, zaraz i już.
I pojechałabym nad jezioro Rusałka.

Pozdrawiam wiosennie i zielono ;)

niedziela, 13 kwietnia 2008

Szał scrapowania

Okej, do wczoraj nie wiedziałam co to znaczy mieć wenę na scrapowanie. Dosłownie od rana do wieczora siedziałam i scrapowałam, scrapowała, scrapowałam. W wyniku tego wszystkie twory które pokażę dzisiaj zostały zrobione w jeden dzień :D No dobra, kartka w większości powstała w piątek wieczorem, ale wykańczana była w sobotę rano. A potem to już tylko kończyłam jedno, brałam się na następne, z przerwą na obiad i jeden odcinek Muminków. No ale do rzeczy. Zaczęło się od tego, że mama zamówiła kartkę na 80te urodziny cioci, brzmiało ono mniej więcej tak:
"Zrób jakąś kartkę bo wiesz, ja idę na tą imprezę za tydzień. No, napisz coś, 'sto lat' może. A nie, sto to za mało, napisz 'wszystkiego najlepszego'. I zrób tak, żeby ta 80tka gdzieś tam była. I nie w jakiś pogrzebowych kolorach, wesoła ma być.' A ja jakoś tak błyskawicznie po rozmowie wzięłam papiery i zrobiłam.
Jak ja nie lubię robić kartek! I w tej wciąż mi coś nie pasuje... Zobaczymy czy mama ją zaakceptuje. A kiedy ją już skończyłam rano, to już było tylko 'co by tu jeszcze zrobić?' i choć mam jeszcze jedno zamówienie i muszę zrobić wędrowniczka, oczywiście nie zabrałam się za to co powinnam. Zrobiłam za to magnes na lodówkę dla mamy.
(Magnes prezentuje Miś Teodor, kiedyś Jaszmurce obiecałam, że go pokażę, więc oto jest :D Spisał się na medal ;]) a także obscrapowałam zeszyt na moją bzdurną pisaninę wykorzystując prezent od Ewy który leżał i czekał na swój dzień chwały ;)No i nareszcie zabrałam się za segregator na przepisy który miałam w planach od dwóch tygodni. To kończyłam już po nocy, ale jestem z niego najbardziej chyba zadowolona.A z tyłu ma sentencję, która bardzo mi się spodobała ;)
I to jz było ostatnie moje sobotnie dzieło, jako że noc zapadła i trzeba było iść spać. I tak pobiłam wszystkie swoje rekordy ;) Przy okazji mogę jeszcze ujawnić jak wygląda mój warsztat pracy.

Zdjęcie robione pomiędzy dwoma pracami, dlatego brakuje porozwalanych papierów, kwiatków i ścinków :D A tutaj moje materiały, kiedy nie scrapuję mieszkają pod łóżkiem :)No i to by było na tyle :D Troche tego naprodukowałam.
Aloha!