Na ostatnią chwilę (jak to zwykle u mnie) robiona okładka dla Mamy na Dzień Matki (trochę spóźniony). Postanowiłam spróbować czegoś innego niż zwykle, w sensie stylu i papierów. Wzięłam więc piknik praty z
I Lowe Scrap, podejrzałam kilka prac
Mumy i przystapiłam do wyzwania. Do moich inspiracji mi daleko, ale i tak jestem całkiem zadowolona - mogę na tę okładkę patrzeć, mimo że myślałam, że się w tym stylu nie znajdę (w sensie robienia, patrzeć na takie prace mogę godzinami) i że papiery mnie pokonają. A, no i okładka będzie na zeszyt z przepisami. Co w końcu widać po tytule ;)



PS. Po tylu przejściach moja maszyna wciąż jeszcze jest dla mnie zagadką. Nie chce się poddać i dzielnie walczy, żebym przypadiem nie odgadła, co robię źle. Na szczęście tym razem poczekała do ostatniego szwu więc mogłam jakoś tam dokończyć ręcznie ;)