A scrapowo bida z nędzą (bez bakalii) bo weny jak nie było tak nie ma, i robie tylko to co muszę. Czyli głównie wpisy do wędrowników, których i tak pokazać nie mogę. Ale zorientowałam się, że nie było tu jeszcze mojego dniomatkowego wordbooka (nie było dzięki mojemu cudnemu laptopowi, który teraz już w ogóle zaprotestował i chyba przestanę go lubić. Ale wokół mnie jakoś ostatnio wszystko się psuje albo jest psute, no wszystko, including myself) więc wordbooka pokażę, choć to nic specjalnego. Ale niech no będzie. A kiedy się porządnie wyśpię może napiszę coś jeszcze.




Przepraszam że zdjęcia takie se, ale ten komputer nie jest w stanie uciągnąć fotoszopa i nie mogę pokadrować. Poza tym pada, akurat teraz kiedy ja przyjechałam na wakacje i chciałam leżeć na słońcu z książką całymi dniami.
PS. Przepraszam też za te angielskie wtrącenia, ale studia wgryzły mi się w musk i nie umiem inaczej.